Wszyscy chcemy być ważni i zauważani. Wbrew pozorom – na zakupach też realizujemy i te potrzeby, nie tylko te materialne spisane na liście zakupowej!

No i chyba mam jakiegoś w tym kontekście seryjnego pecha, bo od jakiegoś czasu nie trafiam na sprzedawców, którzy sprawiliby, że czuję się w sklepie mile widzianym i oczekiwanym gościem. A jakoś nadmiernie wymagająca w tym kontekście nie jestem! Spotykam się przeważnie ze znudzeniem lub obojętnością. Choć bywają wyjątki i mam historie zakupowe, które nadają się na anegdoty! Oto pewna – całkowicie autentyczna historia, która przydarzyła mi się kilka tygodni temu. Robiłam zakupy w pewnym sklepie odzieżowym w łódzkiej Manufakturze, sklep nota bene też na M. Zakupy nie do końca były zamierzone, ale co zrobić, człowiekiem jestem, nie ideałem 😉 Pech chciał, że tego dnia były promocje. Promocje tego dnia liczyło się jakoś inaczej, bo Pani Ekspedientka rozbiła mi rachunek na dwie części – na jednym były zakupy w cenach standardowych, na drugim, zakupy z promocji. Zapłaciłam kartą, odjechałam. Kiedy po jakimś czasie włączyłam telefon zaskoczyła mnie lista 12 nieodebranych połączeń z nieznanego numeru. Oddzwoniłam. Po drugiej stronie Pani Ekspedientka przywitała mnie mówiąc, że się pomyliła. No generalnie na moją korzyść, bo przecinek nie tam gdzie trzeba wpisała pobierając pieniądze, ale mam natychmiast wracać do sklepu i dopłacić, bo jej się kasa nie będzie zgadzała. Grzecznie podziękowałam za info, zaproponowałam, że zjawię się jutro, bo miałam jeszcze przed sobą jedno spotkanie. Niestety, propozycja została odrzucona, dałam się podejść drobnym szantażem emocjonalnym i informacją, że sklep jest czynny do 21 czy nawet dłużej. No to pojechałam. Miałam takie wrażenie, że robię dobry uczynek. Naiwna jestem, prawda? Pani Ekspedientka przede wszystkim wyraziła swoją ulgę słowami : „no, nareszcie!”. Okeeej, jeszcze się nie zeźliłam. Przystąpiłyśmy do procedury rachunkowo- płatniczej, dopłaciłam brak i uśmiecham się do Pani Ekspedientki. Błąd. Karygodny! Bo tu nastąpiła kaskada wylewanych żali : „czy pani wie, że ja tu cały dzień światła dziennego nie widzę?”  Rozejrzałam się. No faktycznie, okien nie ma… Pani Ekspedientka ciągnęła dalej „i za te marne pieniądze…”. Przerwałam. No musiałam. „No ale ja do Pani wróciłam, nie będzie braków w kasie, chyba w sumie dobry dzień?” – zapytałam. Kolejną falę narzekań wyhamowała drukarka drukując kwitek a to była przecież informacja, o tym, że płatność przeszła, o czym Pani poinformowała mnie słowami „No, już”.

A ja naiwna czekałam na jakieś „dziękuję”. To był przecież nie mój błąd, a ja poniosłam konsekwencje – oddałam cudny niespodziewany „rabat”, straciłam czas (sporo czasu), ale i pieniądze, bo do Manufaktury mam kilkanaście kilometrów, a paliwo darmowe nie jest, więc słowa dziękuję naprawdę oczekiwałam. Zażartowałam jeszcze głupio – jest mi Pani winna kawę!

Od Pani Ekspedientki nie doczekałam się ani kawy, ani dziękuję. Serio.

Przysłuchiwała się nam inna Pani Ekspedientka, to ona podeszła i powiedziała: przywraca mi pani wiarę w ludzi, dziękuję. Jeśli chodzi o koleżankę, no wie pani jak teraz trudno o pracownika…

 

Nie jestem pewna, czy firmy na takich pracowników stać… dla mnie ta marka zawsze będzie już miała twarz Pani Ekspedientki.

 

I tak jak na wstępie napisałam, robiąc zakupy realizujemy wiele innych potrzeb, często nieświadomie. Ale nie oczekuję od sprzedawców psychologicznej wiedzy ani tym bardziej czytania moich potrzeb emocjonalnych, o nie!

Wystarczy uśmiech, ludzka życzliwość. Wystarczy taktowne zauważenie, dobre robienie swojej roboty. Tylko tyle i aż tyle.

 

 

Jakie wyciągnęłam wnioski?

 

– nie oddzwaniaj na nieznane numery

– nie rejestruj się w programach lojalnościowych, bo Cię wówczas tak łatwo nie znajdą;)

– nie wysilaj się dla kogoś własnym kosztem, mało kto to doceni

 

P.S. Wczoraj kupowałam synowi buty. Przymierzone, wybrane, na dodatek w całkiem dostępnej cenie 99,99zł. Syn mnie mocno testuje w temacie obuwia. Co 2-3 miesiące regularnie zmienia rozmiar stopy, co za tym idzie, ja regularnie wymieniam jego buty. Wszystkie! Te na zewnątrz, te po szkole, te na trening, te po domu… Zatem wybrałam te sportowe za stówkę. A przy kasie dowiaduję się, że 149. Hmmm, ale przecież jest cena! 99,99zł! I znów wyjaśnianie. I znów okazałam się męczącą klientką. No trudno. Taka karma;)

P.S.2  Na zdjęciu cudowna Pani Ekspedientka, taka,  do której aż chce się wracać:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *