Kropkamocy

Check point(y)

Wakacje odchodzą, niebo się rozpłakało, zasiadłam do swej pracy pisemnej, którą urozmaicam sobie przerwami na lekturę.
nadbałtyckie wspomnienia
W domu czuć już krzątaninę typową dla zbliżającej się zmiany rytmu – wrzesień tak już ma, że zmienia moje harmonogramy, wyznacza cele na mapie, które często są celami zajęć dodatkowych drugorodnego.
Na szczęście pierworodna zawozi się już sama:)
Kiedy to się stało? Jeszcze nie tak dawno pochłaniała z ogromnym apetytem kolejne przygody Boba Budowniczego!
 
Sprawdzamy spodenki do wf’u (wiesz, takie lekko prehistoryczne, mają być zielone, do tego biała koszulka. Czasy się zmieniają, strój na wf miałam 3 dekady temu w zasadzie identyczny 😉 )
Buty wszystkie za małe. Spodnie na rozpoczęcie roku wyglądają jak rybaczki:) nie do końca umiem zdefiniować 7/8, czy 3/4 🙂
Słońce i witamina D zrobiły swoje, syn mi podrósł 🙂 w tym roku, to już poważna sprawa. 8 klasa. Za nią już się czai kolejna zmiana:)
Tak właśnie teraz mnie uderza, że tylko pierworodna z całej rodziny zaliczyła w swej drodze edukacyjnej gimnazjum, twierdzi, że to był najfajniejszy z etapów.
Wierzę jej.
 
No i początek września. To taki „check point” – punkt kontrolny, nie tylko dla obuwia i stroju galowego.
Nowy plan lekcji, nowe pomysły, cele, marzenia.
Czas na nowy grafik życia.
Do czerwca.
A potem, kto wie:)
 
Takich punktów kontrolnych mamy w życiu sporo.
O ile chcemy, chociaz niektóre są narzucone przez nurt życia.
Możemy skorzystać, nie musimy. Możemy udać, że ich nie ma.
 
Mignął mi w Zwierciadle tekst o kryzysie połowy życia.
Ciekawe jak tę połowę wymierzyć?
Pewnie trzeba przyjąć statystycznie.
Zwłaszcza jeśli pesel nie zgadza się z wiekiem tym w sercu, ani z tym w głowie.
 
W każdym razie, ponoć właśnie połowa życia skłania nas do uskutecznienia przeglądu życia – czyli, po mojemu, zrobienia swoistego punktu kontrolnego.
Czy droga, która idę, jest moja?
Czy wartości, które wyznaję są obecne w moim zyciu?
Czy ludzie wokół mnie i relacje z nimi są budujące?
Czy walczyć dalej z tym celullitem, czy może dać spokój i zaakceptować?;)
bieszczadzkie wspomnienia
Punktów kontrolnych chyba nie ma co omijać.
(No, może czasami, jesli faktycznie to nie ten moment. Bo robić na siłę ich też nie ma co.)
Ja jednak je lubię. I robię, choć nie zawsze są mi miłe.
Robię.
Inaczej możemy odkryć trochę za późno, że droga nie do końca ta, wartości się zagubiły, relacje nie zawsze dmuchają w skrzydła, no a cellulit jest problemem już globalnym 😉
A tak jest czas by zmienić kurs, lub go skorygować. 
Trochę jak z hamowaniem – zaczniesz hamować odpowiednio wcześnie, panujesz nad pojazdem.
Hamowanie awaryjne wszak bywa gwałtowne.
Życie to nie jest lista do odhaczania. Tego jestem pewna. Zwłaszcza jeśli wgrała nam się przez przypadek taka nie do końca nasza, wypchana cudzymi oczekiwaniami, społecznymi wyznacznikami szczęśliwego życia, czy statusu.
I check pointy to nie realizowanie takiej listy.
Czuję je bardziej jako te punkty kontrolne.
Powiedzenie sobie  i życiu: „Sprawdzam!”.
Ale z miłością. Do siebie, swoich wad i zalet, słabości, siebie.
Z akceptacją kochającej matki, nie oceniającej nauczycielki, czy sprawdzającej kierowniczki!:)
Robiąc swoje check pionty, jakkolwiek by to banalnie nie brzmiało, nie zapominaj o zdrowiu!
Te odkładane na póżniej morfologie, wizyty u ginekologa. Niby jest czas.
Ale po co potem gwałtownie hamować, wychodzić z poślizgów i się stresować?
Pod postem z artykułem o kryzysie wieku średniego, jeden z czytelników skomentówał:
„Jeśli w ogóle istnieje coś takiego jak kryzys wieku średniego, to przechodzę go mniej więcej od 14 roku życia, czyli od 30 lat.”
No i właśnie:)
Check point, despacito i do przodu!
Łagodnego września!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *