Zaczął się czas regeneracji i idzie szerokim frontem! No i bardzo dobrze, wszak o równowagę trzeba dbać. Ja już tak mam – jak pracuję to na 200%, jak odpoczywam… no, różnie to bywa, ale robię postępy! A zatem, akcja: regeneracja!

Oprócz zminimalizowania pracy – już prawie ,prawie jestem na urlopie – pojawiły się nowe formy ładowania swojej energii.

Po pierwsze, zwolniłam tempo. Trochę zasługi w tym dzieci, które na szczęście zajęć pozalekcyjnych w wakacje nie mają 😉 Ale oczywiście i moich „zadań bojowych” jest znacznie mniej (choć z ręką na sercu, rok szkolny i plan lekcji moich dzieci skutecznie zabiera mi poczucie wolności w grafiku własnym, zwłaszcza odkąd ruch uliczny w Łodzi mam wrażenie podwaja się lub potraja z dnia na dzień).  Nie gonię aż tak bardzo – bardzo fajny to stan! A i czas na spokojne wklepanie balsamu po prysznicu jest! Cudna sprawa!:)

Po drugie– ruch! No o tym piszę i mówię nieustannie, bo nadal nie mogę się nadziwić jaki to skuteczny akumulator życiowej energii ten ruch. Kiedy nie mam czasu ograniczam się do szybkich spacerów z psem. Teraz spacery są dłuższe (no bo i pogodna temu sprzyja!), ale i więcej przestrzeni czasowej na inne aktywności jak chociażby rozciąganie, jogę, trening siłowy się znajduje. Cały czas zapominam zakupić kijki do nordic walking’u (jeśli możesz mi coś w tej materii zasugerować, to będę bardzo wdzięczna za informacje wszelakie!), choć i w tej kwestii nie rozwiązałam dylematu – jak iść z kijkami i psem na smyczy?

Po trzecie– zaplanowałam sobie codzienne błogie lenistwo! Tak, tak, zaplanowałam. I dzięki temu nie mam wyrzutów sumienia, a potrafię je mieć jak lenistwo się pojawia. A zatem wyznaczyłam sobie, że jest całkiem ok obejrzeć z mężem trzy odcinki Casa de papelpod rząd (serial petarda, bardzo polecam wszystkim, którzy nie widzieli!), poprzeglądać niekoniecznie mądre strony internetowe, poczytać luźne książki (oj, odkryłam ostatnio bardzo pozytywną, polską autorkę i delektuję się jej książkami, czy wyjść na kawę z koleżanką.

Po czwarte– akcja regeneracja ciała! Wczoraj rozpoczęłam swoją przygodę z kriokomorą, którą sponsoruje mi NFZ (no dobra, sponsoruje mi z moich własnych składek, ale i tak fajnie, że można z takich dobroci korzystać). Niepowtarzalne to wrażenie kiedy w samym środku lipca przechadzam się korytarzem poradni w grubej wełnianej czapce, z grubymi rękawiczkami, podkolanówkami naciągniętymi po same kolana i z maseczką chirurgiczną na twarzyJNie powiem żeby samo przebywanie w -120°C sprawiało mi jakąś wyjątkową przyjemność (ok, przyznaję, zmarzlak ze mnie okrutny!), ale obietnica regeneracji ciała, a może przy okazji zwalczenia cellulitu albo kurzych łapek dość skutecznie motywuje by jednak w środku lata dać się na chwilę zamrozić 😉

Po piąte– jedzenie. Latem jedzenie samo w sobie jest akcją-regeneracją. Bo właśnie teraz warzywa i owoce są najbogatsze w witaminy , minerały i inne dobrodziejstwa, o które trudno w innej porze roku.  Jeśli do tego dodamy przebywanie na świeżym powietrzu i wystawianie twarzy do słońca (czyli karmienie organizmu tlenem i najlepszą, bo naturalną witaminą D), to efekt murowany! No i tu zdradzę, że moja cudna pierworodna ostatnio zaskakuje mnie kunsztem  kulinarnym: dziś na obiad zaserwowała bataty z pesto z rukoli i fetą, palce lizać!

 

Telefon podłączamy do ładowania regularnie, dbamy by auto zawsze było zatankowane – ze swoim wewnętrznym zbiornikiem energii, ze swoją baterią należy, ba! TRZEBA robić to samo! Koszty rozładowania życiowej baterii są naprawdę duże i w tym temacie też lepiej zapobiegać niż leczyć!

A zatem, jak tam Twoja akcja regeneracja?

 

P.S. Na zdjęciu pierworodna i kilka elementów akcji-regeneracji, czyli wspólna kawa z córką, przy okazji wspólnego wypadu do Warszawy i znów przy okazji z dobrą książką w tle.

 

 

 

 

 

2 komentarze

  1. U mnie akcja trwa. Tempa nie zwalniam – nie umiem. Robię mnóstwo rzeczy, na które zazwyczaj nie mogę sobie pozwolić z uwagi na brak wolnego czasu. Z aktywności fizycznych to np. sprzątanie 🙂 ale ostatnio mam dziką ochotę na powrót do jeżdżenia na rolkach. Tylko trochę się boję, bo minęło dobre kilkanaście lat odkąd miałem takie urządzenie na nogach…Z regeneracji ciała – smaruję się kremem z filtrem. Ale myślałem też o wklepywaniu jakiegoś błota na porost włosów w moje coraz pokaźniejsze skronie.

    1. Mario, do reaktywacji rolkowania chętnie dołączę! Sama o tym myślałam, a Alicja córka moja twierdzi, że jest w Łodzi fajna rolkarnia! 🙂 No i masz rację, regeneracja to nie zawsze zmniejszenie tempa, czasami zmiana aktywności przynosi takie same lub nawet i lepsze efekty! Pauzujmy z zadowoleniem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *