Kropkamocy

Celebruj życie, drobne sukcesy i codzienność!

Kiedy prowadzę warsztaty z tematyki talentów i mocnych stron dość często słyszę:

„ 10 talentów?! Listę swoich wad znacznie łatwiej stworzyć niż listę swoich mocnych stron!”.

Na szczęście, pod koniec warsztatu, każda z uczestniczek formułuję swoją listę talentów i mocnych stron, ale początkowe niedowierzanie za każdym razem eksploduje.

Może dlatego, że panuje u nas filozofia, której mottem jest „udało mi się”.

  • Udało mi się skończyć studia.
  • Udało mi się urodzić i wychować dzieci.
  • Udało mi się zbudować dobre relacje.
  • Udało mi się małżeństwo.
  • Udało mi się założyć swoją działalność.
  • Udało mi się spełnić swoje marzenie podróżnicze.
Od dzieci uczymy się radości, w tym radości ze swoich sukcesów. Nie przechodzimy nad nimi do porządku dziennego, niech wybrzmią! Foto z pixabay

Filozofia „udało mi się” bazuje na tym, by pod żadnym pozorem nie pokazać swoich osiągnięć i zasług jako efekt swojej pracy, talentów, wysiłku, czy zaangażowania.

Co to, to nie!

To raczej coś co spadło nam na głowę kiedy szłyśmy do spożywczaka albo czekałyśmy na przystanku.

Ot, bez wkładu i nakładu – udało się!

Samo.

No bo przecież nie wypada się chwalić, prawda?

Tymczasem odbieranie sobie sprawczości ma swoją cenę.

Kiedy powtarzasz latami, że w życiu Ci się „udaje”, odbierasz w pełni sobie autorstwo swoich sukcesów.

Stają się one wówczas, te sukcesy i osiągnięcia,  blade, niewyraźne, przemykają gdzieś w odcieniach codzienności niezauważone, po cichutku, na paluszkach.

Warto mieć na uwadze, że mózg i umysł to dwie sprytne bestie.

Działają tak, że chronią. Między innymi chronią bardzo pamięć.

No wiesz, utrzymanie pamięci kosztuje sporo energii, więc wrzucają w jej magazyny to, co wyraziste, podkreślone emocjami, rozpamiętywane, wyciągane, podkreślane, analizowane.

Sukces to nie musi być od razu nagroda Nobla, czy filmowy Oskar! Twoje życiowe skucesy, to Twoje małe zwycięstwa. Foto z pixabay

Wiesz już, do czego zmierzam, prawda?

Jakże często wałkujemy kryzysy, porażki, potknięcia i trudności…

To takie normalne, nie masz wrażenia? Trochę kulturowe, trochę historyczne, niemniej mocno zakorzenione.

A jak często rozpamiętujesz swoje sukcesy?

Celebrujesz, zauważasz?

Czy może przechodzisz do porządku dziennego i wrzucasz się w wir kolejnych zadań?

No właśnie, jeśli wolisz skok w nowe, to nie zbudujesz ścieżki pamięciowej do sukcesu.

 

A popatrz na to w taki sposób: zrealizowałaś jakiś cel, zadanie, zamierzenie.

Być może nowe, być może nie.

Ale zrealizowałaś.

Gdyby tak z sukcesów się uczyć jak i z porażek?

Osiągnęłaś jakiś sukces – może warto się przyjrzeć jak to się stało?

  • Jakie Twoje zasoby Ci pomogły?
  • Jakie Twoje mocne strony i talenty Ci sprzyjały?
  • Jakie kompetencje możesz zauważyć w tej drodze?
  • Jakie działania podjęłaś, które doprowadziły Cię do realizacji tego, co chciałaś?

Hej! Przecież w tym jest mnóstwo wiedzy o Tobie, Twoich supermocach, mocnych stronach, silnych cechach.

Przejście od pomysłu, to realizacji i wreszcie sfinalizowania to już jest SUKCES! grafika z pixabay

W ostatni weekend zaczęłam kolejne studia podyplomowe. Wśród rozważań, pojawiło się i takie, że rzeczywistość nie lubi celebrowania. Pędzimy, spieszymy się, odhaczamy kolejne z punktów na liście „do zrobienia w życiu”, pędzimy, jakby to był wyścig.

Pani doktor prowadząca zajęcia zauważyła, że celebrujemy coraz mniej, za przykład podała obronę prac magisterskich.

Kiedyś, to było wydarzenie!

Teraz, zwykły element codzienności.

Taaaak, bo kończenie studiów to takie nic, szkoda przecież zatrzymać pęd, by to zauważyć. Przepraszam za tę ironię, no ale…

 

Pamiętaj swoje sukcesy. Te drobne, codzienne, większe i największe.

`Rozpamiętuj, ciesz się nimi.

Dzięki temu nie zatrzesz śladów pamięciowych sukcesów.

Szkoda sprowadzać swój samorozwój do rozpamiętywania tylko porażek. Nie sądzisz?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *