Kropkamocy

Co nosisz w torebce?

Bardzo lubię czerwcowe weekendy. Są zazwyczaj cieplejsze od majowych, ale nie męcząco duszne. Długo na niebie utrzymują się barwy zachodzącego słońca, dzień niechętnie daje się zepchnąć za horyzont. Świat zdążył już wybuchnąć eksplozją zieleni, przyroda tętni życiem, a ja chodzę w japonkach i już ten fakt sprawia, że jest tak jakoś…dobrze.

Czerwcowe weekendy w tym roku są szczególne z jeszcze jednego powodu – można spotykać się z tymi, których lubimy, a z którymi kontakty stanowczo ograniczyła nam pandemiczna rzeczywistość.

Moja wersja bycia kobietą praktyczną: kiedyś nad morze zapomniałam zabrać paska do jogi, z pomocą przyszedł… pasek od torebki!:)

Zatem, nadrabiam i chłonę chwile, ciesząc się czerwcową aurą i dobrym towarzystwem.

Na jednym z takich spotkań, spotkaniu ściśle kobiecym, tak jakoś wyszło, że rozmowa spełzła na… torebki. Wiadomo, kobietami jesteśmy i nic co damskie nie jest nam obce, że tak sparafrazuję klasyka!:) Z rozmowy o torebkach przeszłyśmy płynnie na temat ich zawartości. No wiesz, takie: Pokaż co w niej masz, a powiem Ci kim jesteś 😉

I wiesz co? No te wróżby torebkowe zadziałały fantastycznie! Zaskakujące bywa to, co w nich ze sobą przez życie nosimy. Okazało się przy okazji, a zbadałyśmy to empirycznie, że  inną zawartość torebki ma kobieta praktyczna, inną kobieta ultra- dużo- pracująca, jeszcze inną artystka, a fanka czystości zaskakuje ilością chusteczek gotowych do zmierzenia się z najtrudniejszymi zadaniami! Torebki mam malutkich dzieci to istne czarne dziury – nie wiem jak te torebki mieszczą spektakularne ilości niezbędnych przedmiotów w niezliczonych kształtach, rozmiarach i kolorach.

Pośród rozmów i śmiechów myśli płynęły tak miękko! Niby kobiece pogaduchy, a przy okazji tyle możliwości do poznana siebie nawzajem i spojrzenia na swoją torebką, jej zawartość i swoje nawyki świeżym okiem.

Plecaczki, woreczki, ja wszystkie Was, torebeczki <3 Ma być po mojemu, więc jest:) Wspomnienie ze spaceru po Cyplu Helskim

Jakie torebki wybieram? Wygodne, ale nie oczywiste. Nie muszą być modne, mieć znanej metki, ale muszą być takie… moje!

Kiedy moje dzieci były małe, lubiłam plecaczki. No wiesz, zmieścisz pół świata, a ręce są wolne. Ot, wówczas głównym argumentem była wygoda i praktyczne zastosowanie. Teraz coraz częściej stawiam na to, że po prostu dziś któraś mnie do siebie „woła”, albo mam taką chęć, albo używam jednej od miesiąca, bo tak nam dobrze ze sobą.

Z dawnych, lektorskich lat, pozostał zwyczaj, że wybieram takie większe. By zmieściła się książka. Zawsze mam w torebce długopis – no wiem, stara data! Przecież można wszystko zapisać w telefonie. Nigdy nie brakuje w nich szminek! Mam do nich wyjątkową słabość! Są takim moim talizmanem – od warsztatu z Natalią de Barbaro to już nawet oficjalnie 🙂

Moja ukochana „badytka”, która uszyła mi ręcznie Ola <3 a w niej solidny zapas moich kobiecych amuletów – pomadek!:)

Moja torebka, to mój mikro świat!

To taka ja, ze swoimi przyzwyczajeniami, gustami, lękami, fanaberiami- z całym arsenałem tego, jaka jestem.

I tak sobie myślę, że z torebkami, jak z ciuchami, kosmetykami, myślami, nawykami, czy wieloma innymi aspektami – warto robić przeglądy.

Czy to, co w niej noszę nadal jest przydatne?

Czy nie napchałam tam za wiele, czy mi nie ciąży?

Potrzebne?

W moim stylu?

Czy ja to lubię?

Czy mi to służy?

Aktualne?

Prawdziwe?

Praktyczne?

Moje?

Bardzo lubię te czerwcowe wieczory. Delektowałam się czasem ze swoją torebką. Znalazłam starą pomadkę. Ten kolor już dawno nie jest moim. Po co go nosić?

Zrobiłam zatem miejsce. Czas na nowe barwy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *