Kropkamocy

Guilty pleasure

Nie do końca wiem, czy zaliczyć to do tzw. „gulity pleasure” (czyli przyjemności, skrywanej, co do której czasami głupio przyznać się przed światem) – mam tu poważne wątpliwości.

Moim gulity pleasure bywa czytanie Pudelka.

Choć czytanie to nie jest do końca trafne określenie. Pudelka przeglądam, patrząc na zdjęcia i czytając nagłówki.

Na artykuły się nie rzucam, bo doświadczyłam już tego, jak rozbudzają mojego wewnętrznego nauczyciela – szkoda robić korekty językowe na ekranie, a potem je ścierać 😉

Wracając do reality o golasach (nie tylko ) w Afryce – doprawdy nie pamiętam jak na nich trafiłam, choć przypuszczam, ze było to przy okazji eksploracji platform w celu oglądania najnowszej Chyłki (też gulity???).

Cały konstrukt tego show polega na tym, że dwoje nieznanych sobie dotąd ludzi – kobieta i mężczyzna, spotkają się na łonie dzikiej przyrody i wspólnie muszą przetrwać 21 dni, mając do dyspozycji jedną, zabraną ze sobą ze świata cywilizacji rzecz.

A my ich zmagania oglądamy przez około 50 minut.

rodzinne gulity pleasure 😉

Ach, jeszcze jedna ważna rzecz: są nadzy, bez obuwa, zostawieni na sawannie/ w dżungli / na tratwie dryfującej po Morzu Karaibskim, etc. – w zależności od odcinka.

I gdyby skupić się na survivalowych zmaganiach, ów rozrywkowy twór też bym oglądała.

Ale ja nie wiem jak to się dzieje, że mój mózg wychwytuje pokłady interpretacyjne, na które (być może) nie wpadli scenarzyści. A szkoda 😉

Wszak samo oglądnie golasów w Afryce jest ok, ale żal byłoby sprowadzać to tylko do tego poziomu.

A zatem, co mnie urzeka?

  1. Prostota naszych potrzeb – serio niewiele nam do szczęścia potrzeba : dobre relacje, woda, białko (o tak, ten program przekonał nawet mojego 14letniego Gustawa, że o białko w diecie warto dbać!), dach nad głową, ciepło, bezpieczeństwo. Reszta to marketing, że tak skrótowo to ujmę.

  2. Jak maluczcy jesteśmy w obliczu przyrody i jak wiele potrafi zaoferować gdy się wsłuchamy w jej rytm, a nie próbujemy jej zdominować. I mam nawet takie myśli, czy aby to, że w świecie przyrody byliśmy tak długo na „niskich” pozycjach nie sprawia, że gdy role się odwróciły, to niektórzy mają przyjemność z pokazywania swojej dominacji poprzez niszczenie, wycinanie, śmiecenie? Nie wiem, czy za daleko nie idę w tych rozważaniach, ale czuję sercem jakiś związek. To trochę tak jak uczeń gnębiony w szkole, gdy zmieni się jego sytuacja bywa, że staje się gnębiącym.

    Wspomnienia z Zanzibaru
  3. Niesamowite jest docieranie się ludzi – niektórzy wychodzą poza ego (np. komandos, który nie radzi sobie z rozpaleniem ognia i polowaniem, wyręcza go w tym filigranowa partnerka zajmująca się na co dzień nurkowaniem), niektórzy w nim zostają. Innym uciera nosa ich ciało, niektórych testuje psychika. Patrzę na kolejne odcinki i myślę sobie, jak ważna jest rozmowa, dobra rozmowa. Jak wiele godzin by uratowała, a tak zabiera je np. strategia „niech się domyśli”. Dobra komunikacja podszyta szacunkiem zawsze jest dobrym rozwiązaniem (w jednym odcinku uczestniczka komunikuje partnerowi, ze jest wegetarianką i nie zje upolowanych zwierząt – partner przy okazji polowań znajduje dla niej bananowca z całą kiścią soczystych bananów). Jedno jest pewne, granie w jednej drużynie i do jednej bramki jest mega strategią przetrwania. Nie tylko w dziczy.

  4. Na początku każdego odcinka pojawiają się informacje o uczestnikach. Zaskakująco spora ich liczba deklaruje, że podejmuje to wyzwanie by udowodnić sobie/ dzieciom rodzinie / światu (niepotrzebne skreślić) i tu następuje kolejna lista swoją wartość/ że wiek i płeć nie ma znaczenia/ że dam radę… I słucham tych deklaracji pełnych energii ze smutkiem. Naprawdę to udowadnianie komuś czegoś napędza chęć działania, próbowania, tworzenia? Nie jestem do końca przekonana czy to właściwa energia, która powinna nakręcać świat. Co myślisz?

  5. Podział ról nie ze względu na płeć, a ze względu na talenty i umiejętności. I jak to się pięknie sprawdza! Kobiety konstruują solidne szałasy, mężczyźni czuwają nad paleniskiem, by nie stracić ognia. Każdy wedle swoich darów, talentów, umiejętności. Moje też nie zawsze wpisują się w kulturowe kanony określające talenty płci. Wolę szybką jazdę autem, niż robótki ręczne. No i dlatego się za nie biorę, nie czyniąc nikomu – w tym sobie – krzywdy.

  6. Odcięcie od cywilizacyjnego szumu często pozwala bohaterom usłyszeć swoje emocje. Ale i nawiązać połączenie z ciałem, wsłuchać się w swoje potrzeby, sygnały, które tak często zagłusza wewnętrzny dialog, albo rozum. To trochę jak powrót do siebie, jak odzyskać zerwane połączenie i znowu móc swobodnie kontynuować rozmowę bez zakłóceń na linii.
wspomnienia z Afryki

Pewnie trochę tym serialem w stylu reality zastępuję sobie swoją wewnętrzną, mocną potrzebę podróżowania.

Bardzo tęsknię do miejsc nieskażonych cywilizacją, gdzie czuć tętniącą energię planety, nie ma zasięgu, reklam i turystyki masowej.

Przebywanie z przyrodą mnie regeneruje, daje tę niesamowitą energię, której nie zastąpi nic a nic innego.

Pewnie też to czujesz? No wiesz to te magiczne chwile kiedy słońce muska Ci twarz, kiedy czujesz miękki piasek pod stopami, kiedy wdychasz całą sobą zapach lasu, kiedy koi Twoje zmysły szum morza.

Być może covidowa lekcja też jest trochę o tym?

Że przestaliśmy dostrzegać, to, co naprawdę ważne?

Cenić, to co ma wartość?

Rozmawiać, słuchać, słyszeć?

Life is simple – powtarzała w Warszawie Efrat Shani – współtwórczyni mojego ulubionego Points of You <3 .

A to, co proste, wcale nie jest najłatwiejsze do odnalezienia:)

To co, szukamy?

 

P.S. Serial reality, o którym piszę ma w rzeczywistości tytuł: „Naked&Afraid” – tłumaczone na język polski jako „Nagi instynkt przetrwania”. Nie, to nie jest mistrzowskie dzieło. A może? Wszak piękno i wartość są ponoć w oczach patrzącego:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *