W tym roku wyjątkowo nie mogę doczekać się wiosny! Tej eksplozji zielonych odcieni, tego ciepłego słońca, stokrotek, kwiecistych sukienek.

Chyba brak zimy, takiej prawdziwej, zawiesił mnie w takiej pogodowej nicości – ni to zima, ni to przedwiośnie. Ani to dobrze, ani to źle. Tak nijak po prostu.  

Ale to nie ważne! To, co się liczy, to fakt, że dni stają się coraz dłuższe, a śpiew ptaków o poranku zwiastuje, że wiosna jest coraz bliżej!

 

Przebudzanie się do życia po zimowej hibernacji to nic łatwego. Co to, to nie. To proces pochłaniający mnóstwo energii. I bywa tak, że gdy nie potraktujemy tego momentu w roku z wyjątkową uważnością, to dopada nas tzw. przesilenie wiosenne. Brak sił, ciągłe zmęczenie, problemy z koncentracją, czasami wypadanie włosów – no właśnie, o tym mówię.                                                                                                                                               

I o ile na warunki pogodowe wpływu nie mamy (a już tym bardziej na dynamikę zmian w pogodzie, odnoszę wrażenie, że pogoda sprzysięgła się by ustanowić jakiś światowy rekord zmienności i niestałości), o tyle jest parę rzeczy, które możemy zrobić w trosce o siebie.

 

Wsłuchaj się w siebie

Jeśli masz dobre porozumienie ze swoim ciałem, to wsłuchując się w jego sygnały dostaniesz sporo podpowiedzi. Mój organizm woła ostatnio o wcześniejsze kładzenie się i wstawanie. Najwyraźniej chce korzystać z dobrodziejstw światła dziennego!Bywa, że pomiędzy 13 a 15 dopada mnie energetyczny zjazd. Jeśli tylko mogę sobie na to pozwolić (np. w wolne weekendy), to po prostu kładę się na 10 minut. Jeśli nie ma mowy o położeniu się, to robię sobie małą pauzę: siadam wygodnie (w aucie do zrobienia jak najbardziej, byle nie w trakcie jazdy!), zamykam oczy, spowalniam oddech, włączam swoją muzykę i daję sobie 7-8 minut czystego relaksu. Wyczytałam, że wg medycyny chińskiej, przedwiośnie to dość trudny czas dla naszej wątroby. A odpoczynek właśnie między 13 a 15, zwłaszcza w pozycji leżącej, poprawia ukrwienie, a tym samym i wydajność pracy wątroby.

 

Słuchaj siebie także w pracy

 

Cele zawodowe wyznaczam teraz z troską o siebie. Nie, nie wyłączam się z życia, ale zapytuję siebie: czy spotkanie o 19 jest dla mnie ok? Jak nie, to szukam innej opcji godzinowej. Już za chwile, bo za kilka tygodni, o 19 będziemy cieszyć się słońcem, światłem dnia i energią. Póki co warto podejść do siebie z wyrozumiałością.

 Innymi słowy, jak nie masz teraz siły na np. rozpoczęcie intensywnej nauki, to tego nie rób!

Zmarnujesz czas, pewnie i trochę pieniędzy, a i efekty będą nie do końca zadowalające.  

Wiesz jak to jest, prawda? Jak coś Cię naprawdę uskrzydla, to przedwiośnie Cię nie zatrzyma!

A jak zatrzymuje, to pewnie o coś mu chodzi 😉

 Dorzucam teraz bardziej intensywne niż zwykle planowanie.

Tak, by dawać sobie przestrzeń, nie pędzić, bo właśnie pęd najwięcej mi zabiera energii.

A o nią dbam teraz szczególnie.                                                                                                                                                                                                      

Bardzo sprawdza się panowanie nie za zakładkę i skupianie się na celach ważnych i średnio ważnych, te mniej istotne zostawiając na sam koniec.

 

 Ruch i powietrze

Tak samo drobna siesta, na wątrobę zbawienny wpływ ma ruch na świeżym powietrzu.

Spacer kiedy nie ma smogu, bez narzucania sobie celów kilometrowych, ot, tak dla przyjemności, ułatwia proces trawienia i wspomaga mechanizmy oczyszczania organizmu.

Dodatkowo tlen niesie za sobą niekwestionowane korzyści dla zdrowia – dobre dotlenienie, to także dobry sen! Dobry sen, to regeneracja na poziomie fizycznym i psychicznym.

Ruch to życie, tam gdzie jest ruch, jest przepływ energii. Ostatnio dopadł mnie leń. Taki w wersji może nie skrajnej, ale dość skutecznie przytwierdzającej do czytania i/lub Netfliksa.

Niemniej, mając na uwadze dobrostan swojego kręgosłupa, z niechęcią rozłożyłam matę na podłodze i zaczęłam swój mini rytuał rozciągająco-jogowy. Eksplozja energii, jaką doświadczyłam po tych kilku nieszczególnie trudnych pozycjach, była wprost nie do opisania!

I uwaga – zwłaszcza gdy jesteś w stresie – nie katuj się ciężkimi treningami! Efekty mogą być odwrotne, niż zakładasz… ale 2-3 fajne i nie przeciążające treningi w tygodniu, skutecznie pobudzą w Tobie energię do działania. No i przygotują ciało do wiosny!:)

 

Na talerzu: witaminy!

Ok, jesteśmy ponoć tym, co jemy. Post zimowo jestem zatem chyba słodka! No nie ukrywam, trochę czekolady się zdarzało, jakieś ciacho do kawy i tego typu słodkie przetrwalniki zimowych ciemności.

Ale nie zamierzam wpędzać się w poczucie winy. Znowu wracam do wsłuchania się w siebie: bo mój organizm ostatnio woła: zielone!

I tak, na długo przed świętami, wysiana jest rzeżucha, kolejne kiełki w kiełkownicy pęcznieją radośnie, zielone listki młodego szpinaku coraz częściej goszczą na talerzu, natka obficie rządzi na talerzu.

foto Aleksandra Schmidt

Uśmiechają się do mnie koktajle – korzystaj z cudownych owoców mrożonych, łącz dowolnie z mlekiem kokosowym, nasionami chia, dorzucaj natkę pietruszki, baw się kompozycjami.    

Po zimie brakuje nam witamin, zaserwuj je sobie zwłaszcza w najbardziej naturalnej postaci.

Nie zapominaj o witaminie C. Teraz potrzebna jest nam bardzo! To czas przeziębień, wirusów i infekcji.

Cytrusy wychładzają, zimową porą warto ciało rozgrzewać. Teraz zaś nawilżać. Zatem grejpfrut dziennie jest ok!

Unikam teraz przebodźcowywania się kawą czy mocną herbatą. Króluje niebieski oolung, herbata biała, rumianek.

 

Kobietą jestem i nic, co babskie nie jest mi obce!

Ciało po zimie także potrzebuje czułości! Zacznij od regularnych peelingów (osobiście uwielbiam te z kawy: fusy z ekspresu zalewam pogrzanym olejem kokosowym i taką mieszanka peelinguje skórę raz w tygodniu. Peeling ma wiele zalet: jest naturalny, szybki i łatwy do zrobienia, skóra nieziemsko po nim pachnie, a olej kokosowy pięknie odżywia).

Koniecznie pomyśl o peelingach u kosmetologa! Na pewno dobierze coś, co rozbudzi Twój blask na wiosnę. W tym aspekcie, stawiam na profesjonalistki, które na dodatek podpowiedzą jak ogarnąć domową pielęgnację. Nie ma mrozów, krem zimowy, może już iść w odstawkę.

 

Przejrzyj kosmetyki do makiljażu. Popatrz czy nie są przeterminowane. A potem poszperaj w sieci i poczytaj o trendach. Mam w zwyczaju nie zmieniać swojego stylu do mody, ale lubię mieć w makijażu, czy ubiorze od czasu do czasu jakiś akcent z danego sezonu.

Szminka z modnym kolorze, piękna apaszka, a może długa suknia w kwiaty?

Na suknię jeszcze poczekam.

Ale apaszka i szminka…. Hmmm, chyba nie odmówię sobie!

P.S. No i ludzie! Te pozytywne, insirujące spotkania – nie ograniczaj ich sobie, a dawkuj tak, by było dobrze!:)

 

2 komentarze

  1. Święta prawda, dostępna, mam wrażenie, szczególnie kobietom, które już mają za sobą kilka lat życia i jakąś wiedzą mogą się cieszyć – traktujmy siebie i swoje potrzeby z czułością:) Nie tylko na wiosnę.:)

    Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *