Kropkamocy

Jak daleko jesteś od natury?

Końcówka roku nie rozpieszcza słońcem, ani tym bardziej tradycyjną zimowo-śnieżną oprawą. Co tu mówić, jest szaro i buro. Tym bardziej siedząc w samochodzie zatrzymuję wzrok na co barwniejszych elementach przestrzeni – i tak było i dziś, sunąc po kociewskich drogach przykuł mój wzrok kolorowy baner, opatrzony hasłem: „Przyjedź – wybierz – zetnij”. Obok zdjęcie radosnej rodziny traktującej młode drzewko choinkowe siekierą.

Przeszedł mnie dreszcz. Dosłownie. Zestawienie obrazu sielanki rodzinnej i siekiery ścinającej drzewo jest tak skrajne, że aż trudne do przetrawienia.

Od jakiegoś czasu pozbywamy się drzew. Znikają te w miastach, znikają małe zagajniki, znikają wreszcie olbrzymie połacie np. Borów Tucholskich.

Kiedy spaceruję po leśnych dróżkach, które znam od dziecka, zaczynam nie rozpoznawać terenu. 

Kiedy widzę stosy ściętych drzew, ogarnia mnie ogromny smutek.

Mam dużo takich ekologiczno-moralnych rozterek. Zastanawiam się także czy jeszcze mamy połączenie z naturą?

Mam taką swoją prywatną filozofię co do meteopatów- no wiesz, osób wrażliwych na pogodę. Myślę, że to są osoby najbardziej jeszcze czułe na naturę, przyrodę, Matkę Ziemię.

Zima bywa prawdziwą artystką! fotka moja:)

Nie wiem czy się zgodzisz, ale wraz z tym co zyskaliśmy dzięki osiągnięciom cywilizcji, zapłaciliśmy sporą cenę – cenę odcięcia się od tego, co naturalne.

Oddychamy smogiem, żyjemy w nienaturalnym rytmie dobowym, pracujemy nienaturalnie dużo, spędzamy mnóstwo czasu w sztucznym oświetleniu, patrząc w ekrany i oglądając sztuczne życia wykreowanych bohaterów tego, czy innego serialu.

Jemy sztuczne jedzenie o barwnikach „identycznych z naturalnymi”, ze zdziwieniem odkrywając, że jogurt truskawkowy nie ma w sobie grama truskawki…

A smaku tych ostatnich też powoli zapominamy. Bo te prawdziwe, naturalne, zastępują odmiany odporne na co się da, a przez to bardziej zyskowne. Do tego pięknie wyglądające. No a że nie do końca mają smak truskawki zerwanej w ogródku, cóż, drobna strata…

Pędzimy, zatracając się w tej prędkości życia, nie zauważając jak mijają dni i miesiące, nie zauważając, że tracimy nieodwracalnie czas, zdrowie i siebie.

Potem idziemy do lekarza, bo albo dusza, albo ciało zawoła, że już wystarczy. 

Ślady. Foto moja:)

Będziemy więc łykać tabletki, by nie odczuwać, że to przecież jest bardzo… nienaturalne.

A tymczasem wystarczy czasami przełączyć się na tryb naturalny. Zauważać cykle – dniowy, roczny. Wyjść na spacer, wąchać las, spojrzeć w chmury, posłuchać śpiewu ptaków, szumu drzew.

I tak samo przypomnieć sobie jak słuchać siebie. 

Przypomnieć sobie mowę ciała, ciche podszepty duszy.

Zrobić własny dżem, by nie jeść „uzdatniaczy”.

Spędzać czas z najbliższymi, wyłączając telefon lub laptopa.

Zrobić przestrzeń między myślami i chwilami, nie wypełniając ich social mediami i newsami z portali.

Znaleźć swój rytm. I chociaż od czasu do czasu się go trzymać.

Dla siebie. Dla jakości bycia.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *