No i sunie sobie tak powoli lipiec po kartkach kalendarza.
Dziś zrywam kolejną i z zaskoczeniem stwierdzam, że już prawie połowa miesiąca minęła. Jak? Dość pracowicie ale i bardzo pozytywnie, gdzieś pomiędzy Borami Tucholskimi, a Łodzią, pomiędzy krzakami agrestu, a komputerem, spotkaniami i rozmowami przy mrożonej kawie.

Środek ciężkości przesunął się z warsztatów (których latem jest zdecydowanie mniej – no ale co się dziwić? Słońce jest  najlepszym trenerem dobrego nastroju, a wakacje czy urlopy dają super pozytywne wrażenia, nawet jeśli fale i horyzont widać kiedy znacząco wysuniemy szyję znad parawanu 😉 ) na rzecz spotkań indywidualnych.

Nie umiałabym chyba powiedzieć jaką formę pracy wolę bardziej – warsztaty w grupie, czy spotkania jeden na jeden? To trochę jak wybierać między wakacjami nad morzem lub w górach – wiesz co mam na myśli, prawda? Każda forma ma swoją magię, inną energię i wzbogaca o trochę inne doświadczenia i wrażenia.

Inność dość trudno porównać. Jak góry i morze – dla mnie dylemat nie do rozstrzygnięcia!

Letni rytm pracy jest dla mnie wciąż nowością, choć dawno minęły już moje nauczycielskie lata kiedy to lipiec był czasem wyłączenia, a od sierpnia wracały już i myśli i zadania szkolne.
Widać, potrzeba jeszcze kilku lipców by wyrobić nowe nawyki. Ale robię to zupełnie bez przymusu, dobrowolnie, świadomie i z przyjemnością!

Lipcowa praca jest trochę inna. Nie masz takiego wrażenia? Dlaczego inna? Bo cieplej, bo jaśniej ( i to dłuuuuugo jest jasno! Jakie to ma wielkie znaczenie czuć teraz i na przykład w grudniu, kiedy jasności tak bardzo brak i nawet migające, kolorowe światełka choinkowe nie są w stanie nadrobić tych świetlnych braków), bo pogoda cudowna, bo w perspektywie wieczorne spacery, albo czarowanie weekendowe owoców i zatrzymywanie ich letniego smaku w słoiczkach z kolorowymi etykietkami „dżem”).

A jeśli o dżemach mowa – to ku własnemu zaskoczeniu wytworzyłam ich w ubiegły weekend zaskakującą (jak dla mnie) ilość, bo sztuk aż trzydzieści! Trzydzieści słoiczków przechowujących smak i zapach lata na chłodniejsze dni, gdy lipiec będzie już tylko wspomnieniem. Ale nie sposób było tego nie rozbić gdy krzaki agrestu, malin i porzeczek aż uginały się pod ciężarem tegorocznej, owocowej obfitości.

I takie pytanie się nasuwa – jakie owoce zbierasz w swoim życiu na tym etapie? Potrafisz je zauważyć i docenisz? Co z nimi robisz?

Lipcowy rytm – podoba mi się, a Tobie?:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *