Długi listopadowy weekend za nami. Po kilku godzinach w aucie, kiedy mogłam sobie na spokojnie kontemplować szybko mijające krajobrazy za szybą, z wielką przyjemnością zasiadłam sobie w ulubionym fotelu. No i wreszcie mam zieloną herbatę z płatkami róż – stęskniłam się za nią. No bo już tak mam. Ty zapewne też? Kiedy jestem w domu, to ciągnie mnie do wojaży większych i mniejszych. Kiedy wojażuję, tęskno mi do moich małych rytuałów domowych, jak chociażby wspomniana herbata, na dodatek pita w ukochanym kubku, który pełni rolę ukochanego już … 20 lat! Wszystkie inne z tego kompletu dawno zamieniły się w kolorowe mozaiki mniejszych, większych i nieregularnych kawałków, a ten dzielnie przy mnie trwa.

Tym razem wyprawa nie była zbyt daleka, ot trochę ponad 250 km od domu jest moje miejsce mocy – pisałam o nim w e booku – mała wieś na Kociewiu, schowana między lasami, otoczona jeziorami. Z jednej strony oaza spokoju, z drugiej takie gniazdo rodzinne, miejsce, gdzie czuję korzenie. Choć dziadkowie nie żyją już wiele lat, wciąż w ich domu czuć ich miłość, a w każdym rogu znajduje jakieś magiczne wspomnienie, takie z gatunku tych, co nadają koloryt dzieciństwu.

Pewnie dlatego tak bardzo lubię tam jeździć z moimi dziećmi.

Jechałam, jak to zwykle ze mną bywa, po pierwsze zmęczona, po drugie z całą kartką planów związanych z tematyką zawodową. Zmęczenie i plany zawodowe? No wiem. Bez sensu, ale kto broni spróbować? A mnie tam czas płynie inaczej, a przez to dobrze się pisze. I myśli. Tymczasem kolejny raz dnie przekonały mnie o słuszności powiedzenia: „chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach”.

I nie wiem czy to nastrój związany z dniem Wszystkich Świętych, czy ta wyjątkowa jak na tę porę roku aura sprawiła, że nie otworzyłam notatnika, nie włączyłam komputera, nie zrealizowałam ani jednego punktu z listy.

Po pierwszym „tlenowym szoku” kiedy to na skutek zetknięcia z czystym powietrzem po prostu ścina mnie z nóg i moich drzemek nie powstydzili by się Hiszpanie, jakby nie było, mistrzowie sjestowania, dla odmiany odpoczywałam. Ale inaczej. Tak jak napisałam na fejsbookowym profilu Kropki – postanowiłam być dobra dla siebie. I zafundowałam sobie trochę rozpusty. Inaczej mówiąc: wyspałam się, zrelaksowałam i uspokoiłam myśli na tyle, że wróciła mi ochota i pęd do czytania (dziękuję Biedronce za nowego Cobena w cenie baaardzo przyjemnej!), wróciło to, co powinno być, a o czym regularnie zapominam gdy równie regularnie się zapędzam.

I kiedy jest tak, jak być powinno świat jest znacznie fajniejszy. I niesamowicie hojny! Nie pomyślałabym, że listopadowa wyprawa do lasu (i to przez dwa dni z rzędu), da mi skuteczne zajęcie na długie wieczory. W efekcie mam kilka słoików grzybów w occie, sporo suszonych (oj, już czuję ich smak w wigilijnych pierogach!), sporo sosu grzybowego. Dzięki listopadzie, chyba do tej pory Cię nie doceniałam!

Ach, no i zapomniałabym. Wracaliśmy z Tlenia (tam kolejne miejsce mocy- Przystanek Tleń – chyba najlepsza kuchnia w Polsce! Zawsze jadąc na Kociewie nadkładamy około godziny drogi, bo nie potrafimy sobie odmówić tej przyjemności: jedzenie tam to uczta! Kuchnia z sercem, miejsce z duszą) gdzie wyskoczyliśmy pogrzeszyć kulinarnie, w drodze powrotnej początkowo zachwycaliśmy się kolorami jesieni. Bo faktycznie nadal czarują. Długo czarują w tym roku i niech tak jeszcze trochę zostanie. A potem na niebie widziałam jeden z piękniejszych spektakli barw i kształtów. To nieprawda, że magiczne zachody słońca są tylko w górach lub nad morzem. Bywają kawałek za Tleniem. O ile zwolnimy na tyle, by tego nie przeoczyć.

A zatem listopadzie, czyń dalej swoje hojne i barwne dzieło! Niech będzie pięknie, bo czemu miałoby nie być?

 

P.S. W ubiegłą sobotę miałam przyjemność brać udział w fantastycznym warsztacie Luizy Wójtowicz-Wagi. Mowa była o kreatywności. Luzia prosiła by włączyć uważność i wychwycić momenty naszej kreatywności. Otóż, moja eksplozja kreatywności następuje w drodze powrotnej po miłych weekendach. No to teraz – do dzieła!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *