Ach ta jesień! No nie można na nią narzekać, bo bywa hojna w barwy i dary, w babie lato, długie wieczory, czy czas na książkę. Uwielbiam jesienne jabłka, takie jeszcze nie woskowane, pachną nieziemsko! Smakują jak marzenie.

Uwielbiam spacery po lesie i te chwile wybuchu radości gdy wśród mozaiki liści wyściełających leśne ścieżki dojrzę kapelusz dumnie wystawiający swoje kształty ponad mech.

Uwielbiam tę całą plejadę herbat rozgrzewających, którymi kuszą kawiarnie prześcigając się w smakach, dodatkach i równie smakowitych nazwach.

Nie lubię tego, że dni stają się coraz krótsze, za krótkie, na tyle, że czasami wracając z pracy nie do końca jestem pewna czy skończył się już dzień, bo granica tak bardzo się zaciera, ciemność tak szybko przychodzi, że miewam poważny dylemat o 17 czy przywitać się mówiąc jeszcze dzień dobry, czy już dobry wieczór…

Tegoroczny listopad pogodowo nas traktuje łagodnie, a nawet rzekłabym, z sympatią. Sporo słońca, całkiem wysokie temperatury sprawiają, że jeszcze ganiam bez czapki (a to duży komplement dla tej pogody, gdyż będąc zmarzlakiem pierwszoligowym czapki mam zawsze na podorędziu już od końca września). Ale odczuwam brak światła. Nie do przecenienia jest siła światła dziennego – słońce to chyba najlepsza ładowarka moich wewnętrznych akumulatorówJ

Ostatnio przysłuchiwałam się rozmowie dwóch moich koleżanek, wymieniały się pomysłami na to jak się wzmocnić jesienią. Bardzo popieram kilka z wymienionych postulatów:

– spacery lub ruch na powietrzu,

– weekendowe domowe spa (czyli na przykład pachnąca kąpiel z puchatą, białą pianą, maseczką na twarzy, dobrą książką lub kieliszkiem dobrego wina w dłoni)

– pozytywne spotkania z ludźmi, których lubisz.

Tak, witaminy pewnie też są ok, ale tak sobie myślę, że jesień to naturalny czas wyciszenia po letniej eksplozji życiowej energii. Więc kiedy rozmowa zeszła na typy witamin i suplementów, a dziewczyny zaczęły wymieniać się spostrzeżeniami co do tego, które z witamin dają większego „kopa”, coś we mnie powiedziało: Stop!

Jeśli organizm woła głośno: odpocznij, to nie bądź głucha na jego wołania. A witaminowe czy kofeinowe stymulowanie jest ok, ale na krótką metę, nie na cały sezon.

I tak otworzyłam swój kalendarz i spojrzałam na swoje zapiski pod innym kątem. Nie jak się stymulować by z wszystkim się wyrobić, raczej z czego mogę zrezygnować, by nie wyeksploatować nadto swojego organizmu.

Zmiany powoli wprowadzam!

Jesienią pamiętaj o witaminach : O – jak odpoczynek, R- jak relaks i regeneracja, S- jak spacer i sen, C- czas dla siebie.

Stosowane regularnie i w odpowiednich dawkach dają zaskakujące rezultaty. Nie wierzysz? Spróbuj sama!:)

 

Było o herbatkach jesiennych. Osobiście gustuję w herbatach okraszonych sokiem malinowym, lub sokiem z czarnego bzu, tudzież galaretką z pigwy. Ale całkiem niedawno zachwycił mnie taki oto napar:

– dwa plasterki korzenia imbiru

– dwa plastry cytryny ze skórką

– kilka goździków

Całość zalewamy wrzątkiem i się rozkoszujemy! Dla lepszego smaku możemy dodać odrobinę słodyczy, łyżeczkę bądź dwie dobrej jakości miodu. Ale to jak temperatura nieco opadnie, wrzątek zabija cenne zdrowotne właściwości miodu.

Napój nie tylko cudownie rozgrzewa, ale ma także podobno właściwości przeciw przeziębieniowe.

2 komentarze

  1. Totalnie sie z Tobą zgadzam! Dni kiedy ciemno robi się o godz. 16:00 zachęcają tylko do wygodnego fotela, ciepłej herbaty i wciągającej książki. Jesteśmy częścią natury, która po pracowitym lecie pełnym energii, słońca i zbioru plonów udaje się na odpoczynek. Nie warto walczyć z wewnętrznym zegarem, który doskonale wie kiedy jest odpowiedni czas dla nas na działanie, a kiedy na regenerację. Warto więc wykorzystać jesienno-zimowy czas na odpoczynek, by z pełnią sił wkroczyć w nowy cykl :):*

    Natalia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *