Kropkamocy

O poszukiwaniu doskonałego domu

Nigdzie nie czuł się komfortowo.

Początkowe zachwyty szybko mijały ujawniając niedogodności nowego lokum.

Każdego kolejnego lokum.

Czasami była to lokalizacja, która początkowo wydawała się największym atutem, z czasem stawała się największym utrapieniem.

Czasami chodziło o widok z okna, który w pierwszych chwilach zapierał dech w piersiach, potem drażnił, nudził, marniał.

Czasami chodziło o ulicę, która mając być szybką i wylotową, swoją szybkość i wylotowość przypłacała ciężkim ruchem, głośnymi popołudniami i szarawą warstewką smogu.

Czasami chodziło o sąsiadów, hałaśliwie witających się na korytarzu, a jeszcze kiedy indziej o ich brak, dzwoniącą w uszach ciszę i samotność.

Czasami o brak widny, czasami o zbyt wolną windę, lub windę zbyt ładną, taką jak z selfie gwiazd instagrama.

Nigdzie nie było dobrze.

Nigdzie nie znajdywał swojego miejsca.

Nigdzie nie czuł się u siebie.

 

Przy ostatniej przeprowadzce zdecydował: jeśli teraz się nie uda, zmieniam biuro nieruchomości. Ile razy można dostawać baty za niekompetencję pośredników?

Zmienił.

W nowym, pełen entuzjazmu wyjaśnił, że poprzedni agenci nie potrafili wyszukać dla niego właściwego miejsca, dobrej energii. Wszędzie była zła, albo z czasem złą się stawała.

– No dobrze, powiedziała młoda agentka patrząc na niego przyjaźnie zza biurka, to niech Pan powie – jaki był wspólny mianownik wszystkich tych nieruchomości? Pytam żeby uniknąć błędów moich poprzedników.

– Nic, w zasadzie nic, oprócz mnie, nic nie łączyło tych nietrafionych miejsc… wspólnym mianownikiem jestem tylko ja…

2 komentarze

Skomentuj IzZa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *