To jest absolutnie niesamowite, pomyślałam zamykając laptopa i powoli zbierając się do domu. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a ciepło okalało serce. Ojej, ależ czułam się dobrze!

A jeszcze nie tak dawno wydawało mi się to niemożliwe. Zupełnie i w całości niewykonalne. A jeśli już wykonalne, to uboższe, obtarte z wartości.

O czym mówię? Ano o pracy z użyciem narzędzi Points of You®w wersji zdalnej. I nie tylko 🙂

Koronawirus zatrzymał świat, a ja nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Jedną z nich jest to, że mam sporo ograniczeń, które zakorzeniły się w mojej głowie. Ale od początku: kiedy świat się zatrzymał i to, co było możliwe przechodziło na tryb zdalny, w ten tryb przeszła cała moja praca. I głowiłam się bardzo, ale to bardzo, jak to zrobić by zajęcia zdalne były tak samo dobre, ciekawe, dynamiczne i owocne, jak te, prowadzone twarzą w twarz.

Podświadomie chyba bałam się nowości, tej niewiadomej, tego wysiłku. A przecież dostałam w zamian sporo fajnych możliwości! Praca z Kraksiem i jeziorem w tle 🙂

Przeszłam kilka szkoleń, obejrzałam kilka webinarów, poczytałam, podyskutowałam.

I metodą prób i błędów ruszyłam! Despacito, ale do przodu 🙂 szło fajnie i nagle…ściana!

No bo jak ja mam wytłumaczyć subjuntivo (tryb łączący) tak…no, tak zdalnie?

Nie mieściło mi się to w głowie. Kamień milowy hiszpańskiej gramatyki, a ja mam mówić do monitora?

I tu pierwsze zatrzymanie: o co mi tak naprawdę chodzi? W pierwszej chwili pomyślałam; brak tablicy! Chodzi o brak tablicy! Lubię bardzo, tłumacząc zawiłości gramatyki hiszpańskiej, rysować, pisać, używać kolorowych markerów. Lubię bardzo, a co więcej, jestem do tego przyzwyczajona!

Bez kolorowych mazaków ani rusz! Ale to nie w nich, jak się okazało, jest moc nauczania!

A przecież Zoom, na którym pracuję zdalnie ma tablicę! Nie na ścianie, wirtualną, ale ma!

Wzięłam głęboki wdech i trochę niedowierzając w sukces tego zadania, przeprowadziłam zajęcia – jak się okazało subjuntivodaje się wytłumaczyć przez internetowe łącza.

Nie w trybie łączącym był problem, a we mnie. Być może wygoda, być może siła przyzwyczajenia, być może ta owiana już niejedną legendą strefa komfortu – a może wszystko po trochu, było ścianą, z którą początkowo dość boleśnie się zderzyłam.

Ale powiem szczerze, podjęcie próby, przełamanie swoich oporów, danie szansy sobie, onlajnowi i subjuntivo, podziałało na mnie uskrzydlająco.

Co nie znaczy, że zniosło ścianę zupełnie!

Druga ściana

Moja grupa hiszpańskiego z rozwojem osobistym dla Pań ma taką cechę, że przeplatamy zajęcia językowe z warsztatami rozwoju osobistego.

Od dłuższego czasu chodził za mną poprowadzenie procesu z użyciem kart Points of You, no czułam, że na to właśnie jest czas. Zerknęłam na stronę Pointsów – jest tam opcja „Let’s play!” (namawiam ciepło do spróbowania). Kolorowe punkty śmigają po ekranie, są swoistą „maszyną losującą” fotografii.

I znowu byłam sceptyczna : bo jak to tak? W odarciu z obecności, wspólnego bycia, tak komputerowo?

Bardzo bym żałowała, gdybym nie dała sobie tej szansy!

Bo warsztat płynął niesamowicie, po łączach internetowych rozlała się dobra energia. To był piękny czas, piękny proces, cudowne podsumowania, emocje i myśli.

Jeszcze teraz, kiedy piszę do Ciebie te słowa, czuję ciepło w klatce piersiowej, to ciepło, które otula serce.

Chcę zapamiętać, że nie warto samą siebie hamować.

Chcę zapamiętać, że warto próbować, nawet jeśli początkowo wydaje się to próbą z góry skazaną na porażkę.

Chcę zapamiętać, że trzeba wierzyć w siebie i w innych. A łącza internetowe nie stanowią tu problemu!

Chcę zapamiętać wdzięczność, jaką czuję z tej lekcji.

Chcę pamiętać, że jest ok nie być gotową na on line. I jest ok, się go nauczyć:)

Bez presji, ciśnienia, ot, dla siebie, subjuntivo i magii warsztatów z obrazem.

Despacito i do przodu 🙂

2 komentarze

  1. Dziękuję Ci za ten wpis 🙂 Trzeba dać sobie szansę. Ostatnio sporo się zastanawiam nad własnymi ograniczeniami. Dzisiaj przezwyciężyłam jedno spore ograniczenie myślowe: kupiłam ładny zeszyt do notatek osobistych, ale bałam się go użyć… Teraz już go pobazgrałam i czar prysł 😉 Uświadomiłam sobie, że to było właśnie ograniczenie. Obawiałam się, że się coś nie uda! (Ten zeszyt nie był jakiś spektakularny, ale sporo mi uświadomił).

  2. Napisałaś bardzo ważną rzecz: „obawiałam się, że coś się nie uda”. I to jest właśnie to. Zabrano nam radość z procesu tworzenia, a zastąpiono strachem przed wynikiem innym, niż oczekiwany…
    Na szczęście mając tę świadomość można dużo zmienić i znowu odnaleźć czystą radochę!:)
    Czego Tobie, sobie i wszystkim życzę!:)
    Buziaki Paula! ;*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *