Kto steruje: Ty czy Twój system ? foto z zasobów Pixabay

Tak od dwóch dni krzyczy mój telefon. Nie daje mi żyć i dość skutecznie doprowadza do sytuacji, że trochę wbrew własnej woli, odsuwam na bok stos papierów, który leży przede mną i biorę się za aktualizację systemu.

A tam sporo nowości, sporo uaktualnień aplikacji.

Świat wirtualny mi mówi, że mam po uaktualnieniu wszystkiego wyłączyć i ponownie włączyć telefon. Co by się zmiany ułożyły:) może to nie do końca stwierdzenie zgodne z trendami nowych technologii, za to całkowicie zgodne z moją intuicją 😉

Ten temat przewija się ostatnio na warsztatach  i w rozmowach bardzo często. Brak aktualizowania systemów informatycznych powoduje, że nie korzystają w pełni z możliwości, jakie daje im technologia. Ba! Nie aktualizowane zbyt długo niemalże wypadają z obiegu – nie są w stanie „zrozumieć” nowych trendów, oprogramować, aplikacji…

Lubię metafory, potrafią pokazać o wiele więcej niż monotonny wywód! Zatem przełóżmy temat „updatowania” – czyli aktualizowania na grunt naszych myśli i zachowań.

Bo raz na jakiś czas warto się zaktualizować:) Po co? By żyć tu i teraz z oprogramowaniem wewnętrznym dostosowanych do aktualnych realiów, w których funkcjonujesz. Nie tych z dzieciństwa, nie tych, co dopiero nadejdą. Tych co tu i teraz.

Pamiętam jak Gucio, mój syn, powiedział kiedyś do mnie: „Mamo, dla Ciebie mogę zostać Guciem, ale dla świata jestem już Gustawem”. Miał wówczas 9 lat i powiedział to zdanie z tak silnym wewnętrznym przekonaniem, że nie miałam nawet najmniejszej wątpliwości, że staje się mężczyzną, świadomym tej zmiany na dodatek. Za tym poszły fajne gesty samodzielności, na które jako mama z chęcią przystawałam (chociaż nie ukrywam, czasami nie jest to łatwe kiedy „syneczek” przeistacza się w „syna”. To także wymaga uaktualnienia matczynego oprogramowania!)

Sama zaś ostatnio przepracowałam swoją dziecięcą wiarę, no dobra, nazwijmy rzeczy po imieniu – lekką naiwność 😉 bo to, co sprawdzało mi się w dzieciństwie niekoniecznie przekłada się na życie jakie wiodę po czterdziestce. I nie, nie chodzi o zagłuszanie swojego wewnętrznego dziecka, co to, to nie! Chodzi po prostu o to, że pewne postawy i formy działania po 30 latach po prostu się zdezaktualizowały. Bo ja się zmieniam i świat też się zmienia. A dawne mi już po prostu nie służyło!

Aktualizować można w zasadzie wszystko. No chociażby makijaż, czy sposób ubierania się. I nie chodzi o to, że pewne rzeczy „nie przystoją”, lecz o to by były zgodne z tym, jaka jesteś teraz.

Popatrz na swoje myśli, przekonania, wyznawane prawdy. Czy są w zgodzie z tym, kim jesteś teraz?

A może były, a już nie są? 

A może czekasz, aż dopiero będą adekwatne w mitycznym jutrze?

A może warto je zaktualizować i zsynchronizować ze stanem na dziś? W końcu to jedyna rzeczywistość pewna, jaką mamy, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *